img

Dzika czy zurbanizowana Malezja?

Malezja jest jednym z krajów w Azji Południowo-Wschodniej, w którym możemy przeżyć zarówno przygodę w dziewiczej dżungli, jak i odetchnąć wielkomiejskim powietrzem. Wielu podróżników poleca Malezję jako kraj na pierwszą wyprawę „na drugi koniec świata”, ponieważ Malezyjczycy są życzliwi i zdecydowana większość z nich mówi po angielsku – a poza tym, ich kultura i tradycje są tak wymieszane i różnorodne, że dla przeciętnego Europejczyka najbardziej interesującym punktem tej wycieczki będzie odkrywanie zależności i historii danych grup etnicznych. Dzisiaj opowiemy Wam o naszej wyciecze do Malezji. Z góry zaznaczamy, że nie żałowaliśmy sobie niczego i nie była to wyprawa z niskim budżetem.

Metropolia KL
Większość Europejczyków, w tym my, zaczęliśmy swoją podróż od metropolii, stolicy Malezji, cudownego Kuala Lumpur. W tym mieście mieszka ponad 2 miliony mieszkańców tak różnych wyznań, że bardzo trudno stwierdzić, która religia dominuje nad pozostałymi. Idąc ulicami starego miasta mijamy meczety, kościoły i świątynie buddyjskie stojące ściana w ścianę, a ten stan trwa już dobrych kilka dekad. Malezja jest podobnej wielkości, jak Polska, ale zdecydowanie przewyższa nasz kraj pod względem technologicznym – mówi się, że obecnie jest najprężniej rozwijającym się krajem na świecie, właśnie w technologii. Najlepszym tego przykładem jest panorama stolicy, KL i dziesiątki drapaczy chmur. Co wieczór z portu można wziąć udział w spektaklu świateł, który rozpoczyna się ok. godziny 20.00. My nie odpuściliśmy też wjechania na sam szczyt kultowych wież bliźniaczych – Petronas Tower, skąd rozciąga się wspaniały widok na KL. Wzięliśmy także udział w wycieczce po malezyjskiej siedzibie Google, która w ogóle nie przypomina typowego biura. Co ciekawe, w Kuala Lumpur osiedliło się wiele gigantycznych światowych firm i zbudowało swoje siedziby w nieszablonowy sposób – jak nie z naszej rzeczywistości, ale jakiegoś filmu science fiction.

Pierwsze kroki na Borneo
Ale w stolicy nie zabawiliśmy długo, obeszliśmy co się dało w Chinatown, i dwa dni później wylądowaliśmy już w zupełnie innym miejscu – Kuching, największym mieście na dzikim Borneo, które w części należy do Malezji. Kuching oznacza z malajskiego „kota”. Zamieszkuje go ponad 600 tysięcy ludzi, co jest zaskakujące, bo całe miasto można zejść w dwie godziny na nogach. Kuching jest położone na rzece Sarawak, stanowiąc przy tym najbliższy punkt startowy dla turystów na zwiedzanie wyspy. Mieszkańcy bardzo szybko zorientowali się, że Kuching jest świetną turystyczną miejscówką i wybudowali ciekawą i nietypową infrastrukturę turystyczną, w dużej mierze nawiązującą do etymologicznej nazwy. Możemy tutaj odwiedzić planetarium, lokalne targi wypełnione po brzegi świeżymi owocami prosto z dżungli czy zwiedzać buddyjskie świątynie. Mówi się też, że to jedno z najbardziej jednolitych rasowo miast w Malezji, bo zamieszkują tu głównie Chińczycy oraz rdzenni mieszkańcy wyspy. My postanowiliśmy zjechać to miasto na rowerze, bo okazało się, że na Borneo mają całkiem przyzwoite wypożyczalnie rowerów. Skorzystaliśmy także z rejsów wycieczkowych, co było świetnym pomysłem, biorąc pod uwagę krajobrazy wyspy.

Park Narodowy Gunug Mulu
W Kuchig zwiedziliśmy też wioskę plemienia Iban, a następnie udaliśmy się wgłąb Sarawaku, do Parku Narodowego Gunug Mulu. Park ten został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO ze względu na piękne jaskinie oraz formacje krasowe, ukryte w cieniu gór i dżungli tropikalnej. Właściwie to tutaj zaczęła się nasza prawdziwa przygoda z dziką Malezją. Park Gunug Mulu cieszy się ogromnym zainteresowaniem archeologów i naukowców, którzy nieustannie prowadzą w jaskiniach badania, a najsłynniejszą ekspedycją była Royal Geographical Society, podczas której przez 15 miesięcy ponad 100 naukowców zajmowało się odkrywaniem tajemnic dżungli i jaskiń. Stąd też Park Narodowy Gunug Mulu jest najlepiej zbadanym parkiem na całym świecie! My skorzystaliśmy z oferty trzydniowej wycieczki z noclegiem w parku, spędzając ten czas w odcięciu od cywilizacji i elektryczności. Żadne zdjęcie nie odda piękna tego miejsca.
 

Zobacz również