img

Podróż inkaskim szlakiem na Machu Picchu – relacja z podróży

Ameryka Południowa to marzenie każdej osoby zajawionej na podróże, która ponadto miała przyjemność interesować się filmami, książkami czy grami przygodowymi. Jasne, moja nerdowska dusza jest podzielona pomiędzy światy Science Fiction, a klasykę przygodówek. Jednakże, wciąż czekając na ogólną dostępność weekendowej wyprawy na Marsa, niczym w trzeciej części Mass Effect, pozostaje cieszyć się cudownymi widokami rodem z trylogii o Indiana Jonesie. A jest się czym cieszyć!

Na podbój inkaskich szlaków
Szesnastodniowa wycieczka z oferty planetescape rysowała się jako ciekawa wyprawa, gdyż w założeniu łączy wygodne zwiedzanie z aktywnym wypoczynkiem. Innymi słowy takie cuda, jak tytułowe Machu Picchu trzeba było zdobyć. Trudno było się doczekać letniej wycieczki, gdyż lato to najlepsza pora na zwiedzanie Peru.

Udało się dożyć wycieczki, a pakowanie z niecierpliwości było robione chyba ze trzy razy. Lot z Warszawy do Peru nie należy do krótkich, ale wyposażenie się w słuchawki i książkę mocno pomogło. Na miejscu odbiór z lotniska i transfer do hotelu był zbawczy. Ciepły prysznic, kawa i można było zostać konkwistadorem dwudziestego pierwszego wieku.

Pierwszy przystanek – Lima
Lima to ogromna stolica Peru, która może pochwalić się bardzo unikalnym stylem, mieszanką kolonialnego z nowoczesnym, który siłą rzeczy pojawił się w mieście wraz z jego rozrostem. Trudno nie dostrzec tu pewnego dziedzictwa hiszpańskiego, jednakże Miasto Królów ma ponadto coś więcej. Podziwianie pięknym pałacyków kolonialnych, wzorowanych na nich domów, czy wreszcie kościołów daje masę frajdy. Ponadto w ramach wycieczki znalazło się wejście do Muzeum Złota. Małe prywatne El Dorado.

Arequipa – w otoczeniu wulkanów
Wycieczka ta pełna jest atrakcji. Lot z samego rana pozwolił na odwiedzenie uroczego miasta Arequipa. Przypominało to trochę przejazd z Warszawy, na weekendowe zwiedzanie starego miasta w Krakowie. Wspaniała zadbana starówka miasta, z charakterystycznymi czerwonymi ścianami w roli głównej. Podobne jak poprzednio, pałacyki i kościoły w tym unikalnym, hiszpańskim, ale kolonialnym stylu. Wszystko to otoczone wysokimi górami sprawiało wrażenie miejsca wyrwanego z rzeczywistości. Jasne, gdzieś tam, w tym samym mieście nowoczesność i sprawy dnia dzisiejszego miały miejsce. Jednakże wystarczyło jedno spojrzenie na sakralną wieżę na tle gór, a powiew starych czasów uderzał przyjemnie w podróżniczą duszę.

Na spotkanie naturze
Tematem pierwszych dni było przede wszystkim podziwianie ludzkiego dorobku w czasach, gdy taka podróż oznaczała zmianę życia na inne. Podczas kolejnych dni, atrakcją były, znacznie wspanialsze, dzieła natury. Podróż autokarem do Kanionu Colca sama w sobie niosła zapowiedź zmiany nastrojów. Ciągnące się widoki były niesamowite, ale dopiero samo chodzenie pozwalało nacieszyć się Peru w pełni. Sam kanion inspirował wielu artystów, a i mnie pozostawił z osłupieniem i być może pomysłem na książkę.

Jezioro Titicaca to unikalne połączenie atrakcji, jaką daje niesamowita geografia tego miejsca, z poznawaniem kultury ludzi, którzy zechcieli utrzymywać wiele swoich zwyczajów do dzisiaj. To świat przyzwyczajony do turystów, ja natomiast jako turysta nie byłem przyzwyczajony do tak fascynującego świata codziennych, małych uroczystości.

Zapewnione jedzenie było wisienką na tym podróżniczym torcie. Pozostaje żałować braku dwóch żołądków, gdy można spróbować tylu przysmaków.

Machu Picchu – zwieńczenie podboju
Poprzez kolejną inspirującą podróż autokarem i dwudniowe zwiedzanie stolicy samych Inków czyli Cusco, rozpoczęła się najważniejsza podróż wycieczki. Podbój Machu Picchu. Ekscytacja rosła każdego dnia, gdy cel był coraz bliżej. Odwiedzane po drodze wioski, podziwiane cuda natury jak wspaniałe wodospady, doliny czy przełęcze. Majestatyczne zwierzęta w swym naturalnym środowisku. Wszystko to zapowiadało prawdziwą bombę i dokładnie tak było. Nie czułem się jako turysta nigdy tak jak czułem się gdy osiągnęliśmy Machu Picchu. Nigdy nie kazano mi na atrakcję turystyczną tak zapracować, marszem, determinacją, rosnącą ciekawością.

I gdy wspaniałe miasto, pozostałość po cywilizacji Inków wreszcie ukazała swoje majestatyczne oblicze, wiedziałem że podróż była tego warta.

Od zrozumienia kultury po jej namacalne poznanie, szlak inkaski był czymś niezwykle interesującym. To podróż, której być może już nie powtórzę, ale jestem pewien jednego – była czymś unikalnym w moim życiu. Wartym każdej kropli potu po drodze.

Zobacz również