img

Plaże Miami i roztańczona Jamajka – relacja z podóży

Są dni, miesiące, czy wyjazdy kiedy potrzebuję spokoju, zwłaszcza od ludzkiego zgiełku. Trzeba znaleźć wspólny język z samym sobą. Pogodzić się z naturą, dać się oczarować jej kreacjom. Czasami po prostu się wyciszyć. Czasami poczuć to cudowne i błogie uczucie, gdy nikogo nie ma dookoła, nikt nie wie gdzie jesteś, a telefon został w odległym motelu. Ale to nie był ten moment!

Out of touch, out of time
Plaże Miami I roztańczona Jamajka to wycieczka oferowana przez planetescape jako prawdziwa imprezowa wyprawa. W poszukiwaniu prawdziwej odskoczni od codziennego życia, w poszukiwaniu rozluźnienia niczym rytmy muzyki reggae, nie można chyba trafić lepiej niż do samego Boba Marleya. I tak też lot Warszawa-Miami odbył się z wielkimi nadziejami, na przygodę życia.

Na miejscu czekał transfer z lotniska do hotelu. Miastu nie oddaje sprawiedliwości żaden film, książka czy gra komputerowa, która wykorzystuje je jako lokalizacje.


http://planetescape.pl/oferty/#kraj/0/termin/0/typ/8/sort/asc

so I guess I'll just believe it - that tomorrow never comes
Miami to jedno z najbardziej znanych miast Stanów Zjednoczonych na świecie. Synonim wakacji marzeń, nocnych imprez na plaży, szaleństwa lat 80-tych i cudownego widoku drapaczy chmur, będących w sąsiedztwie palm Florydy. Wszystko w jednym miejscu, wszystko w jednym mieście.

Trzeba przyznać, że miasto robi troszkę inne wrażenie na żywo, balansując zdrowym rytmem, ułożonego dnia i żywej nocy. Za dnia można tu było bardzo dobrze zjeść, obejrzeć galerię sztki czy wybrać się na krótkiego tripa w kierunku lokalnego Parku Narodowego. Ta niestereotypowa część miasta okazała się cudownie urocza i dopełniła trzydniowego pobytu w tym miejscu.

Nie można się było jednak wynieść z Miami bez cudownych nocy na plażach, rozświetlonych światłem miasta i lokali rozrzuconych wzdłuż wybrzeża. Jeszcze pierwszej nocy, gdy wiadomo było, że to nie koniec, pobyt był względnie spokojny. Udało się zahaczyć nawet o mniej znane miejsca.

Ostatnia noc, gdy wiesz, że miasto trzeba zostawić za sobą. Pożegnać widoki rodem z albumów ze zdjęciami, rozstać się z tym jedzeniem, słodkościami i nieśmiertelnym klimatem. Jest jakaś magia tego miasta, którą się czuje przy pożegnalnej nocy. Wiadomym było, że Jamajka nie będzie gorsza, a jednak żegnało się wzrokiem drapacze chmur z pewnym dziwnym uczuciem.

Chill
Dziękując za fakt, iż w ramach wycieczki wszędzie jest się wożonym przez kierowcę, udało się dotrzeć do Kingston. Jest to duże miasto na Jamajce, ale odczuwało się je całkiem inaczej niż tłoczne Miami. Fakt, że transfer w to miejsce był bardzo szybki, a w okolicznościach poprzedniej nocy był odczuwalny raczej jako teleport, sprawił że jeszcze bardziej czuło się tę różnicę.

Było to miejsce całkiem inne, o pewnym spokoju i beztrosce trudnej do oddania, gdyż całkiem innej niż nasz europejski synonim. Wycieczka zaplanowana była w ten sposób iż zwiedzanie zaczynało się dopiero od kolejnego dnia. Można było zatem cudownie nic nie robić, w całkiem obcym miejscu. Spacer od knajpy do knajpy po lokalnych ciekawostkach był bardzo relaksujący. Miło i przyjemnie nazbierane siły na dalszą część.

Dwa kolejne dni kręciły się wokół zwiedzania, z wieczornymi wypadami ku nocnym dobrodziejstwom Kingston. Muzeum Boba Marleya to prawdziwa rodzajowa scena kulturowa Jamajki. Life Yard uświadomił mi, że street art może być fascynujący.

No strain, no cry
Kwintesencją podróży na Jamajkę okazało się dla mnie Ocho Rios, a raczej oddalonej od niej wioski o ciekawej nazwie Nine Miles. Tutaj urodził się Bob Marley i był to kolejny etap stąpania jego śladami. To tutaj znajduje się jego dom.

Niesamowita miejscowość. To coś, co można pokazać w programie geograficznym, by zobrazować Jamajkę. Wspaniali ludzie, zapach wody i potraw w powietrzu, a w uszach kojąca muzyka. Oczywiście nie każdy lubi reggae. Ba, sam nie jestem ogromnym miłośnikiem tego typu muzyki. Jednak tutaj, w jej ojczyźnie, gdzie czas płynie inaczej, jej odbiór jest również inny. I niech to pozostanie niedopowiedzianą zachętą, by spróbować tego na własne uszy.

Negril

Negril było powtórką z cudownego Miami w iście jamajskim stylu. Tutaj, w towarzystwie pobliskich raf koralowych można się było wybawić do samego końca, przez trzy długie noce, w ciekawej mieszance naszej muzyki z jamajską kulturą. Ponadto udało się zobaczyć Rick’s Cafe wraz z towarzyszącą jej otoczką. Tak – „udało się”, tyle tam ludu!

Powrót poprzez przesiadkę w Miami budził wspomnienia. Taka wycieczka ładuje pozytywnie niczym porządny akumulator.

Zobacz również