img

Nasza niesamowita, rodzinna podróż do Zanzibaru

Od kilku lat marzyła nam się egzotyczna podróż. Dzieciaki snuły wizję szalonej zabawy na piaszczystych plażach pod palmami, a my myśleliśmy o niczym niezmąconym relaksie w tropikach. Kiedy w końcu okazało się, że spełnienie marzenia jest w zasięgu naszego portfela, zaczęliśmy przeglądanie ofert biur turystycznych. Opcji było mnóstwo, ale nasz wybór ostatecznie padł na Zanzibar. Skusiły nas przede wszystkim turkusowe wody, podwodny świat Oceanu Indyjskiego oraz dziewicze plaże. Razem z mężem, jako wielbiciele owoców morza chcieliśmy koniecznie skosztować rarytasów z Fordhani Market.

Witaj przygodo!
Na początek trafiliśmy na wschodnie wybrzeże Zanzibaru. Kika dni spędzonych tutaj pozwoliło nam się zupełnie zresetować. W ciągu dnia opalaliśmy się na delikatnym, niczym mąka piasku. Dzieciaki pluskały się w cudownej turkusowej wodzie, a mąż spróbował wreszcie snorkelingu. Z ogromnym przejęciem opowiadał nam potem o tym, co zobaczył w wodach oceanu. Tutejszy podwodny świat jest niezwykle bogaty i fascynujący. Na plaży spędzaliśmy całe dnie. Wieczorami można było pograć w siatkówkę. Niezapomnianych wrażeń dostarczyło oglądanie zachodu słońca z pokładu jednej z tradycyjnych łodzi dhow.

Z myślą o dzieciakach zaplanowaliśmy również dwie wycieczki. Pierwszą była wyprawa na plantację przypraw. Przyprawy, które do nas trafiają wysuszone, w torebkach, tutaj można zobaczyć na polach na własne oczy. Cynamon, wanilia, kardamon na wyciągnięcie ręki. Dla dzieci największą frajdą była jednak wycieczka na wyspę, która zgodnie z przekazami była kiedyś więzieniem dla przestępców. Mroczne historie poruszyły ich wyobraźnię. Jedno jest pewne. Na nudę nie mogliśmy narzekać!

Prawdziwy raj, czyli północ Zanzibaru
Północne wybrzeże Zanzibaru bez wahania można nazwać rajem. Wyobraźcie sobie pięciokilometrowy pas plaży z cudownym, delikatnym piaskiem, który co chwile obmywają turkusowe, przejrzyste wody. Trudno opisać piękno tego miejsca. Zdjęcia również nie są w stanie go oddać. Marzyliśmy o relaksie i dostaliśmy to, co chcieliśmy. Plażowanie tutaj było niezwykle przyjemne. Ogromne wrażenie zrobiła na nas plaża Nungwi/Kendwa, która charakteryzuje się zupełnym brakiem odpływów. Tutaj naprawdę można się spokojnie wykąpać, bez względu na porę dnia czy nocy.

Odkrywamy Stone Town
Stone Town, czyli stolica Zanzibaru była oczywiście, jednym z obowiązkowych punktów naszej podróży. Zachwyciło nas to piękne, nadmorskie miasteczko wypełnione mieszanką kultur, obyczajów, smaków i zapachów. W krętych, wąskich alejkach tętniących życiem można bardzo łatwo się zgubić i warto to zrobić. Lokalne bazary przyciągają zaciekawione spojrzenia turystów. Można dostać oczopląsu.

Ogromne wrażenie zrobiła na nas architektura tego miasta. Można tu podziwiać arabskie domy ozdobione indyjską orrnamentyką. Ze Stone Town pochodził znany piosenkarz Freddie Mercury, przez wielu uznawany za geniusza muzyki. Odwiedziliśmy oczywiście słynny dom Freddiego. Wieczorna wizyta w Forodhani Gardens pozwoliła nam skosztować grillowanej ośmiornicy i szaszłyka z rekina. Dzieciaki do dzisiaj opowiadają z dumą, że jadły prawdziwego rekina. Atmosfera panująca w tym miejscu uwiodła nas. Obiecaliśmy sobie, że jeszcze kiedyś tu wrócimy. Całą wyprawę do Stone Town możemy podsumować jednym zdaniem. Była to prawdziwa podróż w czasie.

Zobacz również